Lód – Glace sezon 1 (2016)

Idąc tropem francuskich kryminałów, sięgnęliśmy po Lód, który już samym trailerem zmroził nam krew w żyłach. Czy zbrodnia w Pirenejach faktycznie była tak straszna?

Ostatnio sięgamy trochę dalej niż tylko po anglojęzyczne filmy i seriale. Natknęliśmy się na Modliszkę, która była całkiem niezła, ale to nam nie wystarczyło. Lód wydał nam się mroczniejszy, bardziej tajemniczy i nieprzewidywalny. Wyglądało na to, że przestrzeli nam to głowy.

Policja znajduje odciętą głowę konia. Jest to obraz obrzydzający, straszny i… niespotykany. Wreszcie kryminał zaczyna się od czegoś innego niż zabójstwo człowieka. Koń w końcu jest niewinnym stworzeniem, jest uosobieniem szlachetności i czystości, a jednak ktoś go bezcześci. Na miejscu śledczy odnajdują włos seryjnego mordercy, który aktualnie odsiaduje wyrok w zakładzie psychiatrycznym. Jak to jest możliwe? Co wspólnego ma z tym człowiek, który nie ma prawa wyjść poza budynek?

Wkrótce okazuje się, że Hirtmann pociąga w miasteczku za sznurki. Jest świetnym manipulatorem, który skrywa wiele mrocznych tajemnic. Giną kolejne osoby, a komisarz Martin Servaz wciąż nie może zmusić Hirtmanna do zaprzestania jego chorych gierek. Wręcz przeciwnie, coraz większa rozpacz Servaza i jego niemoc, podsycają apetyt Juliana. Kolejne zbrodnie planuje perfekcyjnie w najmniejszych szczegółach. Jego umysł jest niedościgniony, a on wygląda jakby w duchu śmiał się z nich wszystkich. Do tego wszystkiego w zakładzie pracuje młoda pani psycholog Diane Berg, która pragnie poznać tajemnice śmierci swojej siostry. Hirtmann zabił także ją, choć w jego mniemaniu wyświadczył jej przysługę. Wciąż utrzymuje, że ona sama pragnęła śmierci, a on jej to jedynie umożliwił. Na barkach Servaza spoczywa rozwikłanie zagadki oraz podświadome chronienie Diane, której prawdziwą tożsamość zna tylko on i Hirtmann. Czy Servaz i jego współpracownica, Irène Ziegler odkryją tajemnice zbrodni i zdołają powstrzymać Juliana?

Pojawił się w kinematografii jakiś nowy trend, by kreować czarne charaktery na tych „dobrych”, którzy trochę pobłądzili. Podobnie jak w Modliszce, w Lodzie pojawia się motyw przestępcy, który chce zbawiać świat od złego. W sumie ten trend jest dość ciekawy. Pokazuje, że nikt nie rodzi się ani dobry ani zły, tylko to, co dzieje się wokół nas wpływa na to, jakie decyzje podejmujemy i kim się stajemy.

Postać Hirtmanna i jego motywacje od pierwszego odcinka stanowiły niezłą gratkę, a sama jego postawa była bardzo autentyczna. Nie do końca wiadomo czy jest on bezwzględnym przestępcą czy chorym psychicznie człowiekiem. W moim osobistym odbiorze był on o tyle przerażający, że jego cała postać, uśmieszki, półsłówka wskazywały na to, że nie jest zwyczajny. Fakt, że niegdyś był prokuratorem i przyjacielem Servaza sprawia, że gra między śledczym, a Hirtmannem trzyma w napięciu. Nie chciałabym nigdy spotkać kogoś takiego jak on. Trzeba przyznać, że Julian to osoba silnie charyzmatyczna, która słowem pociągnęłaby za sobą rzeszę ludzi zarówno w imię złego jak i dobrego. Jestem ciekawa, co zaważyło na tym, że wybrał taką drogę, jaką wybrał. W końcu mógł czynić dobro. Mam wrażenie, że wyjaśnienie, które pojawiło się w tym sezonie nie jest jedyne i pełne.

W serialu Lód duże znaczenie ma klimat stworzony wokół zbrodni. Nie ma tam za wielu miejsc, nie ma kolorów odciągających uwagę od tego, co najbardziej istotne. Przewijają się góry, mgła, budynek zakładu psychiatrycznego. Może nie jest to przerażające do głębi, ale na pewno wpływa na postrzeganie serialu jako smutnego, przygnębiającego.

Najbardziej jestem ciekawa książek Bernarda Miniera, na podstawie których powstał serial. Jest ich cała seria, więc idąc tym tropem można spodziewać się kolejnych sezonów serialu, zwłaszcza, że zakończył się on w sposób, przez który wiele można sobie dopowiedzieć.

Myślicie, że ktoś taki jak Hirtmann może istnieć naprawdę? Nawet nie chcę sobie wyobrażać takiej sytuacji. Brrr!

Zdjęcie: Netflix