W promieniach szczęścia – Agata Przybyłek (2018)

Kiedy byłam na praktykach w domu dziecka, zobaczyłam świat oczami tych samotnych małych istot. Zdanych na siebie. Trzeba mieć wiele determinacji, by dać komuś dom, miłość. W promieniach szczęścia, to powieść w której smutek przeplata się z radością…

Kiedy byłam na studiach, zastanawiałam się jak by to było odbywać praktyki w domu dziecka. Wówczas bardzo interesował mnie temat adopcji, a najlepiej takie rzeczy ogląda się przecież od środka. To co mówią w telewizji czy piszą w gazetach to przecież ułamek ogromu pracy, jaki trzeba włożyć w to, by te dzieci wychować na dobrych ludzi. W tamtym czasie poznałam już pracę w szkole, w przedszkolu i chciałam poszerzyć swoje postrzeganie pedagogiki, jako potrzebnej nie tylko w nauczaniu, ale przede wszystkim w wychowaniu.

Dostałam się na wymarzone praktyki i powiem z ręką na sercu, że to był piękny czas. Czułam się tym dzieciom potrzebna. Bo one nie miały mamy, do której pobiegną gdy stłuką kolano, ani taty, który wyjdzie z nimi na rower. Ocierałam ich łzy, godziłam kiedy się kłóciły, rozdzielałam zadania, uczyłam utrzymywania porządku, grałam z nimi w planszówki, oglądałam bajki, kupowałam im owoce i czytałam do snu. W takich chwilach kiedy wchodzisz na salę, a do ciebie biegnie dziecko i mówi do ciebie „mamo”, nie masz pojęcia co masz powiedzieć, bo głos więźnie w gardle.

Książka Agaty Przybyłek opowiada o młodej dziewczynie, która wynosząc śmieci na jednym z blokowisk w Gdańsku, słyszy płacz dziecka. Jest przerażona, woła o pomoc, ale kiedy nikt nie przychodzi, sama wydobywa dzieciątko i zabiera je do mieszkania. Kilka lat później widzimy ją jako młodą matkę Glorii, rezolutnej, ale nieco wycofanej i nieufnej dziewczynki. Losy Łucji potoczyły się zupełnie innym torem, niż dziewczyna początkowo zamierzała. Wiecie jak to jest kiedy coś się pieczołowicie i z całą starannością zaplanuje? No właśnie, życie potrafi człowiekowi pokazać środkowy palec. Łucka rzuciła studia, by zająć się adoptowaną córeczką. Wzięła na swoje barki ogromny ciężar. Okazało się bowiem, że wyrzucenie Glorii do śmietnika, miało dla niej skutki zdrowotne.

W promieniach szczęścia jest historią słodko-gorzką. Poza relacją z perspektywy Łucji, możemy przeczytać także wyznania biologicznej matki Glorii. Agata Przybyłek w swojej powieści nakreśla decyzje, które nie należą do łatwych. Często ludziom wydaje się, że by nie postąpili tak jak inni ludzie i być może wiele czytelniczek skrzywi się na relację Justyny. Każda historia ma swoje drugie dno, a każdy medal drugą stronę. Nie można oceniać ludzi tak po prostu, jedną miarą. W oczekiwaniu na dziecko, Justyna miała wiele rozterek o tym, co powinna zrobić. Dokonała koszmarnego wyboru, to prawda, ale kiedy człowiek jest zaszczuty, czy myśli racjonalnie?

W promieniach szczęścia pisana jest z perspektywy trzech osób, oraz jednej pokazującej się okazjonalnie. Każda z tych postaci ma coś innego do zaoferowania. Bohaterowie nie są puści i nijacy. Szczególną sympatię budzi Łucja, która podjęła się ogromnie trudnego zadania. Wszystkie problemy i przeciwności losu, które musiała pokonać ukształtowały w niej bardzo silną osobowość. Silną, nie znaczy oczywiście, że była surowa i nadmiernie pewna siebie. Wręcz przeciwnie. Łucja wiedziała, kiedy powinna walczyć, a kiedy odpuścić. Jej dobra relacja z Glorią, ciepło i miłość, które dawała córeczce były wzruszające. Podobała mi się też postać Pani Hani, która naprawdę była aniołem, ale dlaczego, to już pozostawię wam, jeśli zechcecie sięgnąć po W promieniach szczęścia.

Dodam jeszcze, że W promieniach szczęścia, to moja pierwsza powieść autorstwa Agaty Przybyłek, ale tak bardzo spodobał mi się lekki styl autorki oraz tematyka, jaką poruszyła, że wyczuwam wieloletnią przyjaźń na horyzoncie 🙂

Wyobraź sobie, że wynosisz śmieci i słyszysz płacz dziecka. Co zrobisz?

Zdjęcie: własne